,
16 lipca 2014

Przerwijmy tę niebezpieczną krucjatę!

Nie ucichły jeszcze echa „sprawy odwołania prof. Chazana”, a już pojawiło się kolejne potencjalne źródło podziału społeczeństwa na dobrych i złych Polaków. Nie dajmy się zwariować pseudonaukowcom, którzy podważając precyzyjne kryteria orzekania o śmierci, robią ludziom wodę z mózgu. Nie dalej

Maja Marklowska-Tomar
Maja Marklowska-Tomar

Nie ucichły jeszcze echa „sprawy odwołania prof. Chazana”, a już pojawiło się kolejne potencjalne źródło podziału społeczeństwa na dobrych i złych Polaków. Nie dajmy się zwariować pseudonaukowcom, którzy podważając precyzyjne kryteria orzekania o śmierci, robią ludziom wodę z mózgu.

Nie dalej jak rok temu, podczas sympozjum „Znieczulenie i intensywna terapia chorych z obrażeniami mózgowia”, niejaki prof. Jan Talar, specjalista w dziedzinie rehabilitacji medycznej, znany wcześniej głównie z tego, że wybudzał ludzi ze śpiączki, publicznie podważył istnienie śmierci pnia mózgu. Według niego polscy lekarze zbyt szybko ją orzekają, w konsekwencji czego organy do przeszczepów pobierane są od żywych ludzi.

Podobne herezje prof. Talar głosił już kilka lat wcześniej, domagając się zaostrzenia ustawy o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów. Już wtedy wywołał burzę w środowisku medycznym. Jego ubiegłoroczne wystąpienie na na sympozjum spotkało się ze zdecydowanym protestem zwłaszcza anestezjologów, neurologów i neurochirurgów, a więc specjalistów, którzy – opierając się na bardzo szczegółowych i obiektywnych ocenach protokołów i wyników badań – wspólnie orzekają o trwałym i nieodwracalnym ustaniu czynności mózgu u pacjenta, czyli śmierci mózgu.

Nieodpowiedzialne opinie jednego profesora trafiły na podatny grunt, o czym świadczy również historia 17-letniego chłopca, który zmarł w nocy z 14 na 15 lipca w jednym z wrocławskich szpitali. Chłopak uległ wypadkowi – samochód, którym jechał z kolegami, z całym impetem uderzył w mur, burząc go. Lekarze stwierdzili u niego śmierć pnia mózgu, jednak jego matka nie pogodziła się z ich orzeczeniem i nie pozwoliła go odłączyć od respiratora ani pobrać od niego narządów, które mogłyby uratować życie innym pacjentom. Według niej w szpitalu popełniono karygodne błędy przy wydaniu protokołu zgonu mózgu. Zapowiedziała złożenie doniesienia o popełnieniu przestępstwa do prokuratury.

Można zrozumieć wzburzenie zrozpaczonej matki, która straciła swojego nastoletniego syna. Nie można jednak tolerować zachowania jego kolegów, którzy urządzili pod szpitalem protest i zarzucili pracującym w nim lekarzom  „Handel organami zamiast ratowania życia” oraz „Morderstwo w majestacie prawa”. Jeśli im i ich ślepym naśladowcom na to pozwolimy, wkrótce dojdzie do kolejnego załamania w polskiej transplantologii, którą po rządach Prawa i Sprawiedliwości z ogromnym oddaniem i poświęceniem odbudowywano w Polsce przez kilka lat.