,
19 lipca 2014

Niepłodność to choroba, a nie kara za grzechy

Lepiej późno niż wcale – ciśnie mi się na usta, kiedy czytam komunikat Ministerstwa Zdrowia, z którego wynika, że do konsultacji społecznych trafił wreszcie projekt ustawy o leczeniu niepłodności. Czy bezwzględny zakaz klonowania człowieka, prowadzenia eksperymentów na ludzkich zarodkach, tworzenia hybryd

Maja Marklowska-Tomar
Maja Marklowska-Tomar

Lepiej późno niż wcale – ciśnie mi się na usta, kiedy czytam komunikat Ministerstwa Zdrowia, z którego wynika, że do konsultacji społecznych trafił wreszcie projekt ustawy o leczeniu niepłodności. Czy bezwzględny zakaz klonowania człowieka, prowadzenia eksperymentów na ludzkich zarodkach, tworzenia hybryd i chimer oraz handlu ludzkimi zarodkami i komórkami rozrodczymi uspokoi protesty zagorzałych przeciwników in vitro?

Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, który  nie uregulował jeszcze ustawowo kwestii związanych z dawstwem, pobieraniem, przetwarzaniem, testowaniem, przechowywaniem oraz dystrybucją komórek rozrodczych i zarodków. Przekazany do konsultacji społecznych projekt resortu zdrowia nie stanowi żadnej rewolucji, opiera się na rozwiązaniach, które przyjęły i z powodzeniem stosują inne kraje europejskie. Co prawda leczenie niepłodności metodą in vitro, czyli zapłodnienia pozaustrojowego, jest już w Polsce finansowane ze środków publicznych (od 1 lipca 2013 r.), jednak brakowało dotąd przepisów ujednolicających procedury, zasady i standardy postępowania w przypadku tej coraz powszechniejszej choroby.

Nie mam jednak żadnych złudzeń, że ustawowe uregulowanie kwestii diagnostyki i leczenia niepłodności nie uciszy protestów przeciwko in vitro. I nie wyeliminuje pozbawionych jakichkolwiek podstaw naukowych argumentów, jakimi posługują się niektórzy hierarchowie Kościoła katolickiego. Pamiętacie wypowiedź ks. prof. Franciszka Longchamps de Bérier, który stwierdził, że dzieci z in vitro mają charakterystyczną bruzdę na czole, świadczącą rzekomo o pewnym zespole wad genetycznych? 

Niepłodność została uznana przez Światową Organizację Zdrowia za chorobę społeczną, która dotyka już ok. 15 proc. wszystkich par. To cena, jaka płacimy za rozwój cywilizacji i zanieczyszczenie środowiska, w którym żyjemy, a nie kara za grzechy, jak próbują nam wmówić niektórzy ludzie nazywający siebie wierzącymi. Tak naprawdę oni w ogóle nie wiedzą, co mówią.